U nas Fiolet, Dolet i Niedolet

Gdy byłam mała, bardzo ciekawiło mnie znaczenie nieznanych słów, uprawiałam też słowotwórstwo bez ograniczeń, a wszelkie nowo zasłyszane słowa, obce memu dziecięcemu uchu, interpretowałam w bardzo specyficzny sposób. Pamiętam jak dziś, gdy z radia w kuchni leciała muzyka, a jakaś pani śpiewała: U nas czerwień, u nas fiolet, a potem coś co brzmiało jak „u nas dolet i niedolet…” Jaki to kolor ten niedolet?! -awanturowałam się, ciekawa znaczenia nowo poznanego słowa. Niestety nie było żadnych dorosłych świadków audycji w radio, więc nikt nie załapał o co mi chodzi 🙂 Z fioletu nie do końca wyrosłam, bo uporczywie malowałam nim ściany w swoim dorosłym własnym mieszkaniu, ze słowotwórstwa zresztą też nie całkiem zrezygnowałam…

malowanie sypialni

Jaśniejsza strona życia

Pierwszą oznaką starzenia się było pomalowanie dużego pokoju na biało. U Ciebie na biało!?  dopytywali się ze zgrozą znajomi kręcąc z niedowierzaniem głową, gdy snułam plany zagospodarowania swojej przestrzeni życiowej. W mieszkaniu, które widziało już czarne kartony w oknach, ciemnię w sypialni, głębokie fiolety i morskie granaty na ścianach, sprayem malowaną wannę inspirowaną motywami marynistycznymi oraz złote tapety w przedpokoju i własnoręcznie wymieszany marokański odcień turkusu na drzwiach od szafy, a także dozownik z butelką whisky w przedpokoju, białe ściany wydawały się zbyt abstrakcyjnym tworem. Ale zrobiłam tak jak wymyśliłam i tak trwa po dziś dzień ta nudna biel w studio – salonie, za to mieszkanie zrobiło się jakby większe i już nie trzeba z latarką kontaktu szukać. Po desperackim akcie wybielenia większej części mieszkania przyszedł czas na kuchnię.

etap 2 – Misja Boazeria

Co z tą boazerią!? – dumałam pewnego dnia nad kubkiem kawy rozglądając się z trwogą po mojej klaustrofobicznej, peerelowskiej kuchni w wersji old school, w gorszym tego słowa znaczeniu, obitej od góry do dołu pomarańczową boazerią. Wstępne plany zdarcia tego dziadostwa porzuciłam, wybierając opcję drugą, czyli drogę przez mękę z papierem ściernym w garści. Skandynawsko se zrobię – wymyśliłam –tu się przetrze, tam się przetrze i pomaluje na biało i zabrałam się za poszukiwania. Przejrzawszy internety już wiedziałam, że nie chcę mieć białych mebli pomalowanych po drewnie farbą akrylową. To bez sensu. Wszak drewno jest drewnem, więc po co ukrywać, że to drewno? Wszystkie farby kryjące, akrylowe i tym podobne zdyskwalifikowałam na wejściu. Pozostało niewiele. Wybrałam biały odcień lekko kryjący, ale prześwitujący. To było już ładne parę lat temu, ale wyszło całkiem fajnie. W kuchni przejaśniało, a wszelkie plamy i zabrudzenia łatwo się zmywają z takiej powierzchni. Ten sam patent postanowiłam wykorzystać na znienawidzonych już sosnowych mebelkach w sypialni o żółtawym odcieniu, które są u nas od dawna. Po latach odnalazłam tą samą farbę.

Skaliste fiordy

Pozostało wybrać kolor ścian. Po dziurki w nosie już miałam tych ciemności egipskich, fioletów i klaustrofobicznej sypialni, w której nie chciało się spędzać czasu.

remont sypialni

Ściany w tym mieszkaniu przeżyły już Piaskowe Tornado, Głębię Mordoru i Gniew Oceanu oraz tym podobne kolory, zawsze bardzo intensywne. Poszłam w ekstremum i postawiłam na jasny kolor. Jasny szary niech to będzie – postanowiłam – taki mniej szary, ale lekko ciemnawy i raczej ciepły niż zimny w odbiorze – tłumaczyłam cierpliwie Bobowi, który pukał się w głowę, gdy próbowałam wskazać mu różnicę między Skandynawską Prostotą, Morzem Północnym, a Skalistymi Klifami w markecie budowlanym. Po wielkiej awanturze przy półce z farbami i dalszej części dramatu na parkingu, gdy już prawie leciałam z puszką farby wypełnionej Skalistym Fiordem z powrotem do sklepu, aby jednak to Morze Północne wziąć, stanęło na fiordach. Skalistych.

Dzień pierwszy – na drapaku. Czwartek

Aby pomalować stary mebel, musisz go najpierw pozbawić warstwy lakieru czy innej farby, którą mebel jest pokryty. Do swoich „sosenek” lakierowanych użyłam papieru ściernego o gradacji 120 do komody i szafy i 80 do ramy łóżka i skrzynki pod łóżkiem, które były pociągnięte żółtą farbą. Żeby dokładniej oczyścić powierzchnię do malowania i wygodniej było nakładać farbę, warto rozkręcić meble na części pierwsze.

remont sypialni

remont sypialni

Dzień drugi – malowanie mebli. Piątek

Nałożenie farby okazało się bardziej skomplikowane, niż w przypadku boazerii, a może po prostu człowiek nie pamięta tych złych rzeczy… Należy ją kłaść zdecydowanym ruchem posuwistym, wcierając miksturę w powierzchnię. Farba zasycha momentalnie, więc każdy fałszywy ruch ręką może zaważyć na końcowym efekcie. Bobby mówi na to High Vintage. Gdy tak mówi, to wiem że ma na myśli wszystkie niedoróbki, które widać gołym okiem 😉

remont sypialni

Dzień trzeci – malowanie ścian – sobota

Poszło nawet dość sprawnie, położyliśmy dwie warstwy farby na ściany i sufit w czterogodzinnym odstępie między pierwszą a drugą warstwą. Spodziewałam się trochę ciemniejszej szarości, która bardziej będzie szła jednak w skały, a nie w morze, no ale może to i lepiej… Jest jasno, przytulnie i jakby więcej miejsca się zrobiło, choć to tylko iluzja. Kolor ścian zmienia się w zależności od pory dnia i pogody. Gdy jest pochmurno robi się szary, gdy świeci słońce nabiera morskich odcieni.

remont sypialni

muszę jeszcze dokupić gałki do szafy

remont sypialni

przestrzeń pod łóżkiem skrywa skrzynię, która pełni funkcję schowka

dekoracja sypialni

Pozostając w klimatach marynistycznych zrobiłam transfer szkockich wraków z kuchni, bo teraz bardziej pasują w sypialni. Zamierzam oddrukować i oprawić jeszcze jedno, może dwa zdjęcia i potrzebujemy też nowych półek na książki. I chyba tyle, może jakieś wiosenne kwiaty w wazonie 😉

 

 

  • Łucja Maria

    Haha, uśmiałam się przy odcieniach 🙂
    Wyszło pięknie! Jestem pod wrażeniem 👍😀

  • Bardzo korzystna zmiana. Pytanie: jakiej farby użyłaś do mebli?

    • Dzięki! Przyznam się w tajemnicy, że trochę się obawiałam, czy aby nie wyjdzie gorzej niż było 😉 P.S. Użyłam transparentnej farby do drewna Bloom, kolor: zimowy szron

  • Chrabaszczyk_to_ja

    Kolor ściany i mebli wyszedł Ci prześliczny. Masz zdolności kobieto! Ale mi jednak brakuje tu jeszcze czegoś. Mam! Powiesiłabym zasłony. Tak! Byłoby o wiele przytulniej. A może poprzestawiałabym meble… hmmm…

    • A dzięki 🙂 Oj nie poprzestawiałabyś mebli niestety, bo nie ma ich gdzie przestawiać 🙂 Sypialnia jest malutka i wszystko mieści się „na styk”. Musiałabyś nowe meble kupić. A zasłonki odpadają, nie cierpię takich rzeczy, jest roleta 😉

  • Chrabaszczyk_to_ja

    I wymieniłabym narzutkę. Fiolet razi w oczy 😀

    • No co Ty! Przecież nie mogę CAŁKOWICIE wyzbyć się fioletu w tym pokoju hahaha, muszę jakąś pamiątkę zostawić 😉

  • Ta komoda – piękna. I gałki śliczne. Wyszło fajnie, bardzo rześko i w sam raz na wiosnę.

    • Dziękuję 🙂 Już się nawet przyzwyczaiłam do jasnego i też mogę w końcu powiedzieć, że fajnie to wyszło 😉 Pozdrawiam

  • wystarczą drobne zmiany i pokój już nie ten:)

  • Agnieszka Tarnawska

    Super efekt, ja też miałam poprzednie mieszkanie tak kolorowe, że szok… Lawenda, zielone jabłuszka turnusy, róże, śliwki węgierki:) teraz jest głównie biel, krem do i beż… aż chce się żyć :))) pozdrawiam /Agatarn

    • Przy bielach można się trochę wyciszyć 🙂 Też sobie chwalę tą zmianę. Pozdrawiam 🙂