Dziś będzie totalnie z innej beczki. A to dlatego, że w życiu mi się pozmieniało i chciałam o tym napomknąć. Otóż w końcu dopadło i mnie – niby naturalnie proste, a ciężkie w ogarnięciu nowe doświadczenie…

Macierzyństwo

Przyszło w samym środku tygodnia, w samym środku jednego z pierwszych zimowych dni. Za oknem padał śnieg, a na świecie pojawiła się nowa persona.

Hania – złodziej czasu i pożeracz serc czyli życie z noworodkiem

A razem z Hanią przyszła nowa wizja świata, w którym słowa takie jak: szybki prysznic, trzecie piętro, gorąca kawa, czas wolny czy suszarka do włosów nabrały innego znaczenia. Ponieważ w szpitalu przy wypisie nie dołączali kompletniej instrukcji obsługi bobasa, uczymy się tego metodą prób i błędów. Jak to mówią najstarsi górale – uczy się człowiek przez cale życie. Uczy się też chodzić ciszej, jeść szybciej i rozwiązywać problemy typu: Czy godzinkę wykradzioną dziecku pomiędzy szlochem, snem a fochem przeznaczyć na przejrzenie książki znalezionej pod choinką czy dokończyć pierwszy sezon Dark na Netflixie czy też umyć gary. A może rzucić w cholerę garami i uciąć sobie regeneracyjną drzemkę? To stan, w którym człowiek zaczyna doceniać małe rzeczy takie jak kanapka z masłem czy korektor pod oczy 😉

Parenting vs pomidory

Jaki to ma związek z ogródkami i roślinami? Żaden. No, może taki że pomysł narobienia zapasów bazyliowego pesto z ogródka latem i zamrożenia w porcjach był najmądrzejszą rzeczą jaką zrobiłam w życiu, albowiem mam teraz pod ręką zapas obiadów gotowych do przyrządzenia w 10 minut. Czemu ja to wszystko piszę? Może po to, żeby troszkę usprawiedliwić dłużyzny nieobecności na blogu w ostatnich czasach. Być może powinnam zrobić to co większość blogerek po urodzeniu dziecka – przekwalifikować bloga na jednego z 156 milionów blogasków parentingowych, ogłaszając się guru od pieluch i kolek jelitowych … ale nie, nie lękajcie się. (Edytor mi mówi, że nie ma słowa: parentingowych, jest parkingowych albo kartingowych :D) Tak się nie stanie, nie znajdziecie tu recenzji pieluch wielorazowych ani analizy kolorystycznej kupy noworodka. Wprawdzie hormony pomieszały mi we łbie, ale nie aż tak 😉 Na blogu zostajemy przy roślinach, których uprawę mniejszym nakładem, ale z nową energią i rosnącą przy boku pomocą wznawiam w tym roku. Bądźcie czujni – w lutym siejemy paprykę!
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!