#Salvia officinalis

Najpierw parę słów o samej szałwii…

Starożytni, pradawni szamani uważali ją za jedno z dwudziestu ziół o właściwościach nie mieszczących się w racjonalnym pojmowaniu przyrody i widzieli w niej nadprzyrodzone moce. Jej nazwa podobno wywodzi się od łacińskiego salvus czyli zdrowy, jednak część ziołoznawców uważa inaczej – że nazwę należy tłumaczyć ze słowa salvo – czyli leczyć, zbawiać, ratować.

W ogródku mam dwie odmiany – tradycyjną (Salvia officinalis) i muszkatołową (Salvia sclarea), co to wygląda jak jakiś łopian (tak sobie wyobrażam łopian, bo na oczy tego nie widziałam, oprócz postaci sproszkowanej, niewidocznej dla oczu, w radzieckich kosmetykach do włosów, tak teraz modnych). Szałwia gigant muszkatołowa wygląda dość egzotycznie, ma fajne kosmate duże liście, ale w kolorze inne niż zwykła, posiada intensywny zielony ciemny kolor.

szałwia muszkatołowa

Podczas gdy ta klasyczna bardziej wpada w błękit…

szałwia w ogrodzieTą pierwszą, ze względu na rozmiar liści, polecam zasadzić w miejscu, które chcesz szybko i efektywnie ukryć przed światem. Obydwie dobrze radzą sobie w ogródku jako rośliny wieloletnie, zimy im niestraszne, wiosną niezmiennie odbijają zielonymi listkami. Szałwia jest rośliną lubianą przez pszczoły, nektarodajną. Słyszałam pogłoski, że miód szałwiowy to rarytas nad rarytasy.

Odmian szałwii jest całe mnóstwo, podobno nawet ponad 500 gatunków, a najwięcej można spotkać na obrzeżach Morza Śródziemnego i w tropikach. Szałwia zakwita w drugim roku swojego życia, wtedy oprócz osypanych niebieskawym szronem liści możemy też podziwiać różnokolorowe w zależności od odmiany, kwiaty. Osobiście czaję się na taką omączoną ciemnoniebieską (Salvia farinacea) i na łososiową (Salvia splendens). Gdy tylko ogarnę logistykę ogródkową na przyszły rok (bo sporo zmian się szykuje) i będę wiedziała gdzie i co mogę posadzić, nie omieszkam wprowadzić trochę kolorów szałwiowych do ziołowej części ogrodu.

wykorzystanie szałwii w życiu

Jedni palą nią w piecach (ponoć starożytni Włosi i Francuzi, którzy mieli jej pod dostatkiem w przeliczeniu na łany, a nie na dekagramy czy listki), inni, tak jak ja, płuczą nią bolące gardło. Gdy mnie zmogła angina pod koniec lata, szłam w malignie do ogrodu, rwałam garść mięty, tymianku i szałwii i płukałam gardło zrobiwszy uprzednio z tego wiechcia napar. Zawartość olejku lotnego i dużych ilości garbników powoduje, że jest ona znakomitym środkiem przeciwzapalnym. Pomaga przy zapaleniu gardła i jamy ustnej. Jest też silnym specyfikiem przeciwpotnym. Liście najlepiej zbierać przed kwitnieniem w czasie bezdeszczowej pogody, najlepiej w godzinach popołudniowych. Szałwią płucze się gardło w stanach bolesnych typu angina i tym podobnych przypadłościach, ale jeśli chcesz możesz jej na przykład użyć do odczyniania uroków 😉

Jeśli boisz się złośliwych czarnoksiężników, zasadź w pobliżu domu czosnek. A jeśli mimo to staniesz się ofiarą złego uroku, zjedz trochę szałwii, która go odczyni. To oczywiste – odczynione przekleństwo wraca w usta tego, który je rzucił.

Jest też ziołem wykorzystywanym w kuchni. Przyznam się w sekrecie, że używam jej rzadko bo jest bardzo aromatyczna, a że mam skłonności do przesadyzmu to i z sypaniem ziół do gara łatwo mi przegiąć. Stosuję ją głównie do mieszanki ziołowej staropolskiej, którą latem samodzielnie komponuję z ogródkowych ziół i do masełka szałwiowego. Z gęsimi wątróbkami nie mam zbyt wiele do czynienia, więc się nie wypowiem.

Szałwia jest dość łatwa w uprawie – rozmnaża się z nasion lub z rozsady, można z powodzeniem uprawiać ją w ogródkach przydomowych, szczególnie że oprócz właściwości gardłopomocnych ma też walory dekoracyjne.

I ma TEN kolor!

#SAGEBLUEMADNESS

szałwia

sage blue – moja nowa stara szafa i pół kredensu

Gdy zapominam przepisu na ciasto do pizzy to co robię? Wklepuję w Google : pizza part thyme. A czemu? Bo to całkiem porządny przepis :), a ja traktuję tego bloga jako notatnik, trochę jako pamiętnik, trochę jako przepastny notes, który mi nie zginie między szafką a lodówką. Do czego zmierzam? A do tego, że zapewne znajdziecie całe mnóstwo profesjonalnych porad w internecie, jak profesjonalnie odnowić stary mebel i nie przeczę, że będą to lepsze porady od moich, bo moje profesjonalne nie są, za to zadziałały dla moich potrzeb, a mi się przyda jak znalazł, gdy sobie tu zapiszę jak zrobiłam to i owo. Bo pamięć mam krótką o dziwo.

#Szafa

Babcina szafa latami kurzyła się w stodole i każdego lata obiecywałam, że w końcu się nią zajmę jak należy i przywrócę do łask. Aż w końcu przyszedł ten moment. Wymieniam tu z nazwy preparaty, farby i specyfiki jakich użyłam, nikt mi za to nie płaci, ale nie widzę powodu, żeby to ukrywać, tym bardziej że być może przydadzą mi się te informacje w przyszłości. I może komuś jeszcze. Ale po kolei…

  1. Zaczęłam od tzw. brudnej roboty, czyli od porządnego oczyszczenia mebla – to była najgorsza część, przez lata nagromadziło się w niej sporo skarbów i kurzu. Szorowałam, aż uznałam, że efekt jest akceptowalny. Myłam na mokro, a potem wycierałam do sucha.
  2. Odkornikowanie – proceder śmierdzący, ale niezbędny. Użyłam tego produktu: Altax środek owadobójczy – śmierdzący jak cholera, a czy skuteczny? To się okaże. Na razie tfu tfu, korników nie widać. Używałam tego preparatu wcześniej przy renowacji starego stołu, a potem jeszcze przy kredensie.
  3. Szpachlowanie – dziur było mnóstwo, po kornikach, po gwoździach, po zamku od drzwi. Użyłam jakiejś zwykłej marketowej szpachli, która została mi ze szpachlowania stołu.
  4. Od początku wiedziałam, że użyję farb kredowych, więc odpuściłam sobie przecieranie papierem ściernym, szlifowanie itp. Jedynym dylematem był wybór koloru. Pierwszym projektem był Napoleonic Blue. Piękne, głębokie indigo, lecz trochę za ciemne do moich potrzeb. Szafa docelowo zamieszka w starym domu, gdzie jest mało światła, więc wszelkie ciemne meble odpadają. Ostatecznie mój wybór padł na jeden z odcieni farb kredowych od Annie Sloan Duck Egg Blue. Kolor, który przypomina listki szałwii – trochę jakby zielonkawy, trochę niebieski wpadający w szarość. Odcień na meblach wygląda różnie w zależności od padającego nań światła. Farbę kupowałam stacjonarnie, w Lublinie, w autoryzowanym sklepie doradzono mi również który wosk wybrać i dostałam instrukcję obsługi malowania. 
  5. Drżącą ręką (żeby aby nic nie spieprzyć… żeby aby nic nie spieprzyć…) dokonałam nałożenia koloru. Położyłam trzy warstwy. Producent zaleca, żeby pierwszej warstwy nie rozcieńczać wodą, ale i tak to zrobiłam. Inaczej nie dałabym rady pomalować tym szafy. Farba ma bardzo gęstą konsystencję. Tak jakbyś wziął śmietanę osiemnastkę.
  6. Woskowanie – całość trzeba było jeszcze zabezpieczyć woskiem. Nie chciałam żadnych „efektów specjalnych” poczerniania, cieńkowania itp. dlatego wybrałam bezbarwny wosk  też z tej samej firmy co farba. Kupiłam tego małą puszkę 500 ml, wystarczyła mi jeszcze na szafkę, kredens i jeszcze zostało. Wosk wcierałam gąbkami do mycia garów (częścią miękką of course), trochę Bobowymi śpiochami 🙂 Po wyschnięciu, szafa była gotowa do przeniesienia na werandę.
  7. Jak widać na załączonych obrazkach szafa nie posiada szuflady na dole. Po pomalowaniu nie przeszkadza mi ten defekt i nie rzuca się w oczy, wygląda jak taka wnęka.

renowacja starej szafy

renowacja szafy annie sloan

Ogólnie to zostawiłabym ten stary kolor bo ostatnio lubię naturalne drewno… zostawiłabym gdybym była magikiem i umiała załatać dziury w tej szafie w taki sposób, żeby nie było tego widać. Bo na tej szafie.. pozdzierana politura, gwoździe powbijane, sodomia i gomoria… Farba kredowa przymaskowała większość tych ubytków. Nie wszystko udało mi się załatać i zaszpachlować „na cacy” ale i tak myślę, że było warto, przynajmniej szafa nie sczeźnie już w stodole, tylko jest w codziennym użyciu.

szafa renowacja

duck egg blue

Elementy dekoracyjne z premedytacją zostały pomalowane niedokładnie. Nie zależało mi na gładkim, idealnym wykończeniu.

Szafa służy Frusciemu jako godne tło do (psucia) zdjęć…

A mi do przechowywania gratów na werandzie. Docelowo zabiorę ją do sypialni, gdy już takową będę miała, czyli może za jakieś dwa lata hahaha 🙂

#kredens

Farba okazała się wydajna na tyle, że poszłam za ciosem i wygrzebałam stary kredens –  toporny paskudniak, pomalowany przez wieki olejną na biało. Takich kredensów było kiedyś mnóstwo na wsiach, mój jest niekompletny jak widać, brakuje mu górnej części, która prawdopodobnie skończyła jak łany szałwii u starożytnych Francuzów. Do pomalowania kredensu wykorzystałam resztę farby z tej samej litrowej puszki, którą malowałam (3 razy!) szafę. Kredens też malowałam 3 razy, ale farbę w dwóch następnych warstwach bardziej rozcieńczałam, bo miałam stracha że mi nie wystarczy.

stary kredens farby kredowe

Mama I’m coming home

Tak oto kredens prezentował się po wstępnym oczyszczeniu i oszlifowaniu blatu z farby olejnej. Gdybym robiła to od nowa, przejechałabym szlifierką również fronty drzwi, chociaż z grubsza. Zapewnienia producenta farb, że „kryje wszystko” okazały się w tym przypadku trochę na wyrost. W niektórych miejscach miałam problemy z kryciem farbą, pomimo tego że wcześniej porządnie przejechałam wszystko papierem ściernym. No ale ok, w końcu eksperyment się udał, kolejny mebel z odzysku uratowany, najlepsze jest to, że obydwa trafią do tego samego domu, z którego zostały wyrzucone 🙂

stary kredens

odnowa kredensu

Procedura była podobna jak przy szafie: mycie, szorowanie, czyszczenie, odkornikowanie, szpachlowanie dziur i ubytków, następnie malowanie i woskowanie.

farby annie sloan

Ze względu na wszechobecne smrody od preparatów (śmierdzący ten od korników), pracowałam na tarasie, żeby mieć dostęp do świeżego powietrza. Na szczęście farba schła na tyle szybko (za tą kasę nie miała wyjścia), że Frusci Frusci nie zdążył podlecieć i wysierściuchować kocim kadłubkiem łatwo dostępnego kredensu świeżo malowanego.

stary kredens farby kredowe

Przy malowaniu frontów szuflad, pamiętaj żeby odkręcić najpierw gałki, dopiero malować.

renowacja kredensu

Blat zadecydowałam pozostawić w naturalnym drewnie. Został oszlifowany z farby olejnej, odkornikowany i zaolejowany specjalnym olejem do blatów kuchennych. Kupiłam jeden z droższych na rynku, ale bardzo polecany, z nadzieją że jest wart każdej złotówki olej do blatów Osmo – wybrałam odcień 3068 (surowe drewno) czyli po prostu żaden odcień 🙂 Olej zabezpieczył mi blat, ale nie usmarował go na żółto jak lakiery i nie świeci się jak psu coś tam. I o to mi chodziło. Olej testowałam wcześniej na stole kuchennym i póki co, jest tak jak napisali – nie łuszczy się, mokre plamy łatwo się wycierają. Jedyna wada – jest drogi jak cholera. Ale przynajmniej wydajny. Ta sama puszka wystarczy mi na powtórzenie olejowania za kilka miesięcy (wyczytałam że tak się powinno zrobić).renowacja kredensu

To tylko światłocień 😉 Dlatego lubię patrzeć na ten kredens po pomalowaniu, na farbach kredowych ładnie rozkłada się światło.

renowacja kredensu

kredens duck egg blue

#Plany

Nie da się ukryć, że wkręciłam się okrutnie w to odnawianie mebli. Powiem w sekrecie, że znalazłam niepotrzebne nikomu dwa komplety krzeseł, które piękne są z natury i boję się je zepsuć. Jeśli macie jakieś pomysły na krzesła takie jak poniżej to proszę walić nimi śmiało w komciach. Właściwie to podobają mi się takie jakie są, no ale są nadszarpnięte zębem czasu i trzeba je odświeżyć.

renowacja mebli

kalendarze 2019

A tak przy okazji – masz już kalendarz na 2019? Jeśli odpodwiedź jest negatywna to zachęcam do kupienia jednego z moich 🙂 Bo UWAGA oto w tym roku powstała pierwsza edycja kalendarza Part Thyme W OGRODZIE. Znajdziesz w nim 13 ogrodowych zdjęć (po jednym na każdy miesiąc + okładka) w formacie A3, w sam raz do powieszenia na ścianę lub podarowania w prezencie. Dla lokalnych koneserów lubelaków, mam jeszcze wersję LUBELSKIE KADRY. Więcej informacji znajdziesz pod tym linkiem: KALENDARZE 2019

kalendarz 2019 ogród

#Wall Decor

Skoro już jesteśmy przy mojej radosnej twórczości artystycznej, to od niedawna jest możliwość kupienia moich zdjęć w formie wydruków. Na razie do wyboru są zdjęcia z dwóch kolekcji – herbarium i ogród – więc jeśli nie masz pomysłu na mikołajkowy prezent dla bliskiej osoby lub potrzebujesz czegoś „świeżego” na ścianę, zerknij w powyższe linki – być może znajdziesz coś fajnego do oprawienia.


Bibliografia:

Wszystkie herezje odnośnie szałwii o dziwo, nie powstały w mej głowie, a wzięły się z prawdziwych źródeł. Korzystałam z następujących:

  • Historie Ziołowe – Marian Janusz Kawałko
  • O Ziołach i Zwierzętach – Simona Kossak
  • Sekrety Roślin – Anne France Dautheville
  • Rośliny Przyprawowe i Przyprawy w Węgierskiej Kuchni – Vilmos Romvary