wypad na wieś

Jak żyć, czyli aplikacje na smartfona ułatwiające (lub utrudniające) egzystencję w slowlajfowym świecie legendarnej wiejskiej sielanki

Wypad za miasto z założenia powinien być połączony z wyłączeniem telefonu i napawaniem się przyrodą, lecz są takie chwile, że czasem to szatańskie urządzenie bardzo się przydaje. Jaki slow life panuje w moim wiejskim świecie opowiadałam latem we wpisie o „dniu z życia sezonowego wieśniaka”. Przy takim trybie życia prędzej się wykończysz, niż poznasz znaczenie owianego legendą, modnego w dzisiejszych czasach terminu slowA jak już o telefonie mówimy, to wiadomo – nie chodzi tylko o sms-y czy rozmowy, ale również aplikacje. Ciężko sobie wyobrazić inne narzędzia w rękach ogrodnika niż sekator i grabki? A jednak! Dziś lista moich ulubionych – tych, których używam na co dzień i tych, które są mniej przydatne w życiu, za to zamysł jest dobry.

Accu weather

Tu sprawdzam pogodę. Przetestowałam kilka aplikacji pogodowych i jak dotąd najbardziej sprawdzała mi się ta oto właśnie. Trochę zbyt mało czytelna i chaotyczna jak dla mnie, jeśli chodzi o interfejs, ale za to dość dokładna, a tego oczekuję od „pogodynki” w telefonie. Gdy mieszkasz na wsi i masz ogród, lepiej wiedzieć, że nadciąga gradobicie niż żyć w nieświadomości. Daje ci to czas na prewencję, powołanie sztabu kryzysowego i zabezpieczenie roślin przed niszczycielską siłą natury.

powódź ogród

To nie pola ryżowe w Kambodży, tylko efekt jednej ulewy. Lubelszczyzna, lipiec 2016

Trello

Bez Trello jak bez ręki. Dla osoby tak chaotycznej jak ja, notes jest najgorszym wrogiem. To tam codziennie odnajduję milion pomysłów niekoniecznie powiązanych ze sobą merytorycznie, tam próbuję rozszyfrować enigmatyczne zawijasy, których nie powstydziłby się doktor habilitowany z receptą na trójsłodzian amoku, to tam upycham luzem karteczki z BARDZO WAŻNYMI NOTATKAMI, które potem giną w odmętach owego notesu. I po to mi właśnie Trello – to takie moje centrum dowodzenia. Jest jedną z tych aplikacji, w której mogę ogarnąć chociaż trochę swoje życie, a przynajmniej zaplanowane do zrobienia rzeczy. Z tego narzędzia korzystam głównie na komputerze, ale jest też aplikacja na telefon, którą można zsynchronizować. Prawdopodobnie nie wykorzystuję 90% funkcji tej aplikacji, ale najważniejsze, że zamiast kreślić i przepisywać, jednym ruchem rzeczy do zrobienia w poniedziałek przesuwam na wtorek. Czyż nie jest to genialne?

Listonic

Oczywiście wolę pisać swoje wyliczanki na kartce, ale co mam począć z kupionymi produktami na liście podczas zakupów? Wykreślać długopisem? W tej aplikacji je po prostu usuwam jednym ruchem palca. Po drugie – osoba tak chaotyczna bla bla bla nie powinna robić żadnych list na karteluszkach, które po zapisaniu ważnymi treściami znikają w tajemniczych okolicznościach. Mniejsza jest szansa, że zniknie telefon (tfu tfu) niż strzępek papieru. Ile razy już pojechałam do sklepu z listą, której nie znalazłam potem w żadnej kieszeni, a po powrocie okazywało się, że lista dalej leży w przedpokoju na szafce? Po trzecie SAVE THE PLANET i SZANUJ DRZEWA. Oczywiście listy nie muszą być wyłącznie listami zakupowymi. Możesz sobie tu tworzyć wszelkie listy jakie Ci przyjdą do głowy.

Instagram

Co ja bym zrobiła bez moich znajomych z Instagrama! Przecież to prawie rodzina! Komu się pochwalę, że właśnie dojrzał pierwszy pomidor w sezonie? Kto powspółczuje, gdy ulewny deszcz zaleje uprawę papryki? Tylko ludki z Instagrama! Jeśli ktoś tu trafił z „moich instagramowiczów” serdecznie Was pozdrawiam! 😀 Gdy przychodzi do marketingu i promocji, z której to ekspertem nie jestem (pewnie z tego powodu mam dość wąskie grono fanów na fejsie, w zatrważającej liczbie 99, która nie chce drgnąć od kilku tygodni), ale jednak trzeba dać znać światu, że się napociło i skleciło nowy wpis na bloga – wybieram Instagram. Czyżby dlatego, że bardziej przemawiają do mnie obrazki niż słowo pisane? Jeśli to czytasz, korzystasz z Instagrama, ale umknął Ci mój profil, zapraszam: instagram.com/partthyme A jeśli korzystasz z Facebooka i chciałbyś zostać setnym honorowym fanem fanpejdża, dla którego właściwsza byłaby nazwa: klub elitarny – zrób to! facebook.com/partthymeblog. 

Pocket

Gdy nagle padający grad zacznie robić w twoich pomidorach dziury i musisz je ratować, zakładając w biegu gumiaki, ale jesteś w trakcie czytania czegoś super ciekawego – kliknij i zapisz to co czytasz w Pokecie. Na później. Nieważne, czy to później doczytasz, czy znajdziesz coś ciekawszego do roboty, ważne że nie zniknie. Zapisuję tam przepisy do wypróbowania, ciekawe artykuły do przeczytania i wszystkie inne rzeczy, które nie chciałabym żeby zaginęły w czeluściach internetu. Zapisane treści można szybko segregować za pomocą tagów i polecić znajomym udostępniając odkryty przez siebie ciekawy artykuł, albo podzielić się genialnym przepisem na marynatę do papryczek jalapeno. 😉 W skrócie – Pocket to taki duży notes z kolorowymi tasiemkami online. 

Spotify

Jak wyglądałoby moje życie bez muzyki? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. W każdym bądź razie słucham dużo. Tak dużo, że ostatnio nawet zainwestowałam w porządne słuchawki, gdzie i bas i cała reszta dudni aż miło. Spotify to narzędzie, które ogarnia całą muzykę. Tworzysz playlisty, zapisujesz ulubioną muzykę, słuchasz, dzielisz się, szukasz, zapisujesz, segregujesz, słuchasz itd. Wersja darmowa, której używam ma pewne ograniczenia tj. reklamy i drobne niedogodności przy korzystaniu na telefonie. Równolegle testuję też Tidal, jednak Spotify bardziej do mnie przemawia, bo gdy Tidal uparcie podsuwa mi propozycje typu Beyonce czy Rihanna (których tak na marginesie nawet nie odróżniam) to Spotify ma dla mnie co poniedziałek misternie ułożoną składankę Discover Weekly, sporządzoną na podstawie mojego gustu muzycznego. Jak dotąd chętnie ich słucham, bo faktycznie wybrane dla mnie utwory są miłe memu uchu. Nie, nie płacą mi za to, ale powinni, albo chociaż konto premium daliby w podzięce, hehehe. Czasem robię takie dziesięciokawałkowe, okolicznościowe składanki muzyczne – możecie je znaleźć i odsłuchać w blogowej kategorii: z hamaka albo po tagu #spotify na blogu.

Clou

Gdy już zdarzy się cud i mam chwilę, żeby przeczytać coś więcej niż opis na etykiecie nasion, korzystam głównie z tej właśnie aplikacji. Może dlatego, że nie muszę niczego zaznaczać, ustawiać, odhaczać… to po prostu jest w telefonie i codziennie dorzuca mi 6 nowych artykułów. Nie zawsze mnie zainteresują, niektóre przewinę czy zignoruję, ale przyznam, że często odpalę i poczytam. Clou to aplikacja Wyborczej – są to artykuły przerzucone z takich dodatków GW jak Duży Format, Wysokie Obcasy, Nauka dla Każdego itp. Kiedyś zainstalowałam sobie jeden z tych popularnych czytników, żeby robić wygodnie poranną prasówkę na telefonie. Gdy po dwóch dniach nieczytania artykułów, przyszło mi milion powiadomień, a potem spędziłam godzinę na odhaczaniu tych tekstów na „przeczytane”, w trakcie której napływały powiadomienia o kolejnych tekstach, które właśnie się pojawiły w interesującej mnie prasie, złapałam się za głowę i odinstalowałam cholerstwo. Poważnie, czułam się jakby mi ktoś co najmniej te gazety na łeb zrzucał z drzewa co 5 sekund. Po przebytej traumie te 6 sztuk jeszcze jakoś ogarnę 😉

Goodreads

To odkryta całkiem niedawno, jedna wielka baza książek, niekończące się źródło inspiracji i okrutny pożeracz czasu. Na razie jeszcze jestem w trakcie testowania aplikacji, ale już wiem, że zaprzyjaźnię się z nią na dłużej. Dużo czytam, więc bardzo chętnie skorzystam z narzędzia, które ułatwi mi sporządzenie listy (znowu te cholerne listy…) kolejnych pozycji do przeczytania. Książki można posegregować w wirtualne półki, przypisywać do kategorii, które stworzymy, możemy tworzyć własne recenzje, oceniać przeczytane książki, dodawać pozycje których brak, wklejać cytaty, uczestniczyć w dyskusjach grup innych książkomoli i robić inne rzeczy, z którymi dopiero się „obwąchuję”.

Bloglovin

Gdy odinstalowałam mój nieszczęsny czytnik do prasówki, powstał problem: Jak obserwować blogi, które czytuję, żeby nie przegapić nowych wpisów? Przecież nie będę zapisywać wszystkich na pasku w ulubionych i przeglądać jeden po drugim codziennie, ponieważ zajmie mi to całe wieki. Szukając odpowiedzi na to pytanie dotarłam do Bloglovin. To dość wygodne narzędzie, dzięki któremu jestem na bieżąco z blogami, które czytam. Nowe wpisy z obserwowanych blogów są dostarczane nienachalnie i w ładnym interfejsie. Jeśli ktoś chce dołączyć i mnie przyobserwować, żeby nie przegapić kolejnego wpisu, zapraszam tu: bloglovin.com/blogs/part-thyme


  1. Nadal szukam fajnej aplikacji z poradami ogrodniczymi, ale nie mogę nic znaleźć, tak samo jest z przepisami  – większość aplikacji to głównie reklamy producentów kostek rosołowych itp. Jeśli chodzi o aplikację ogrodniczą  – nie spodziewam się prędko czegoś wartościowego, patrząc na wybór prasy dostępnej w kioskach. No sorry, ale bida. To temat na całkiem oddzielny wpis, ale obecnie na naszym rynku nie ma tytułu, który byłby interesującym czasopismem o tematyce ogrodniczej.
  2. Za miastem przydaje się też kawałek mapy w telefonie, chociażby do przejażdżek rowerowych. Kiedyś na starym Windowsie miałam fajną aplikację, a teraz jeżdżę rowerem w tzw. siną dal, bo do żadnej nie mogę się przekonać (Android). Znasz fajną? Podrzuć w komentarzu!
  3. Co najgorsze, nie znalazłam żadnej aplikacji, dzięki której załatwimy jednym kliknięciem pielenie chwastów i podlewanie ogródka. Jeśli znasz taką, też koniecznie daj znać! 😉

Tajemnicze agrofagi

Przy okazji podam link do jednej takiej przydatnej strony – piorin.gov.pl. Wprawdzie to nie aplikacja, ale trzymam do niej skrót pod ręką latem, gdy równolegle z sezonem warzywnym trwa niestety sezon na choroby roślin, a z tego właśnie źródła zawsze wiem, czy dana choroba rozwija się w najbliższej okolicy. Zaznaczamy województwo, a potem powiat, w którym mamy ogród/sad i jeśli aktualnie występuje jakaś choroba roślin w danym regionie – stąd się o tym dowiemy. Mnie głównie interesuje ostatnia pozycja  czyli ziemniak. Nie ze względu na ziemniaki, nie uprawiam ich, ale jeśli pod hasłem „ziemniak” obok alternariozy i zarazy ziemniaka pojawi się hasło: KOMUNIKAT AKTYWNY to dla mnie znak, że moje pomidory w gruncie są zagrożone tymi właśnie chorobami i oto nadszedł dla nich czas próby.


To tyle z moich odkryć internetowych. Dorzućcie jakieś fajne aplikacje lub narzędzia od siebie! No i pamiętajcie, żeby nie popaść w rutynę i nie zamienić się cyfrowych zombiaków, żeby wiecie… nie wyszło że mamy „smart phone – stupid life” 😉

Z wirtualnym pozdrowieniem,

Aneta

 

  • Jestem uzależniona od sprawdzania prognozy pogody, więc taką aplikację zawsze muszę mieć 😉 Do Spotify na początku nie byłam przekonana, ale teraz korzystam codziennie, a do obserwowania blogów mam Feedly 🙂

    • Feedly testowałam, ale jednak Bloglovin bardziej wizualnie do mnie przemawia 🙂

  • Ola Rudzka

    Uwielbiam Instagram<3 codziennie zajduję ogromną dawkę inspiracji

    • Ja też uwielbiam, chociaż z drugiej strony to okrutny pożeracz czasu 😀

  • madebysoyal.blogspot.com.tr

    Muszę sprawdzić aplikacje. Cóż moje karteczki także giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Pewnie jakiś złodziej grasuje… Pozdrawiam

    • Tak, to karteczkowy złodziej, też go znam 😉 Pozdrawiam!

  • ciekawe 😉 Instagrama uwielbiam, chyba nawet bardziej niż Facebooka. Ja jeszcze namiętnie korzystam z aplikacji Audioteka.

    • Audioteka fajna rzecz 🙂 Być może kiedyś się przekonam do „słuchanych” wersji książek, ale póki co muszę mieć papier przed oczami, żeby skupić się na treści.

  • Chrabaszczyk_to_ja

    ja korzystam jeszcze nałogowo z e-maila i Pinterest 🙂

    • Z Pinteresta też korzystam, ale nie tak nałogowo jak z wyżej wymienionych 🙂