Ubiegła sobota to był ładny, słoneczny dzień, dlatego o targi zahaczyłam dosłownie przelotem, bo parę kilometrów dalej czekały na mnie zaplanowane na ten dzień prace polowe. W budynku Targów przy Dworcowej byłam tuż po otwarciu, czyli chwilę po dziewiątej. Wbrew temu co sobie wyobrażałam (snującą się samotnie po hali) o tej porze było już całkiem sporo ludzi  – odwiedzający byli przygotowani na poranne eksplorowanie i zakupy, czego nie można powiedzieć o niektórych wystawcach, którzy dopiero się rozkładali ze swoimi stoiskami.

targi ogrodnicze lublin

targi ogrodnicze lublin

lawenda

kiermasz ogrodniczy eden

targi eden

targi ogrodnicze lublin

kociołek

targi lublin

targi lublin

targi lublin

Gdyby nie brak czasu, pewnie bym się obkupiła po pachy, bo wybór sadzonek kwiatów, roślin ozdobnych, krzewów, ziół czy sukulentów był naprawdę duży. Jeśli ktoś przyjechał specjalnie po zakup roślin do swojego ogródka – miał w czym wybierać. Było też kilka firm zajmujących się projektowaniem ogrodów, jedno stoisko z akcesoriami do grillowania, a co poza tym? Zabrakło mi producentów maszyn ogrodniczych, stoisk z przydatnymi akcesoriami ogrodowymi, chętnie kupiłabym np. nową konewkę 🙂 a nie było. Po worek ziemi musiałam później pojechać do sklepu ogrodniczego, a po doniczkę do sklepu budowlanego. Tak sobie myślę, że idealnie byłoby to wszystko kupić za jednym zamachem na takich targach, ale nie będę już więcej marudzić, wszak to był kiermasz a nie targi. Dlatego następnym razem chciałabym pójść w Lublinie na TARGI ogrodnicze, a nie tylko KIERMASZ. Takie z prawdziwego zdarzenia. Lublin to duże miasto, powinien udźwignąć 😉

targi ogrodnicze lublin

Oczywiście nie opuściłam hali z pustymi rękoma 😀 Panie i Panowie – oto wydmuchrzyca piaskowa, która będzie częścią naturalnego parawanu, oddzielającego mój hamak miedzy drzewami od „reszty świata”. Ponoć rośnie szybko i w każdych warunkach. Coś mi mówi, że to najlepiej wydane 10 zeta tego dnia.

wydmuchrzyca piaskowa

Ale! Został problem – gdzie wsadzić wydmuchrzycę? Wszak nie wkopię jej prosto w ziemię, bo gdy tylko się rozrośnie poza zaplanowane miejsce, będę ją musiała wydzierać w trudzie i znoju niczym barwinek, nad którym się ostatnio pastwię, nadwyrężając kręgosłup lędźwiowy. O, to się nada!  – pokazałam palcem w sklepie budowlanym na coś, co z daleka przypominało gazony. Z tego się kominy robi! – Bobby postukał się w czoło. I tak oto nabyłam kominy 😀 a przynajmniej ich części składowe. Czy się sprawdzą w roli gazonów? Czas pokaże. Na razie posadziłam w nich swoje łupy z targów.

alternatywa gazonu