Najpierw będzie o tym, jak zajechałam swoje pomidory na amen i po raz kolejny sprawdziło się stare góralskie porzekadło, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie na Instagramie

Właściwie co roku robię to samo, nie zważając na grzmiące zewsząd ostrzeżenia pogodowe, alerty w telefonie, prognozy w tefałenie, Zimne Zośki, Wrednych Ogrodników i takie tam zabobony. I w końcu w tym roku karma mnie dopadła i zemściła się za te wszystkie lata ignorancji i lekkomyślności. Pewnego pięknego majowego poranka przyszedł mróz i załatwił mi wszystkie pomidory, które parę dni wcześniej posadziłam w pięknych, równych rządkach do gruntu. Zostały mi tylko 3 krzaczki koktajlówek, które były na tarasie i jeden pomidor z nasion Lidlowych odmiany Armada czy Adora (??), który całe szczęście złamał mi się przy wsadzaniu i to mu uratowało życie. Jak? A tak, że wsadziłam tego ułamanego nieszczęśnika do słoika z wodą i czekałam cierpliwie, aż wypuści korzenie na nowo. Posadziłam go tydzień temu do gruntu, ma się dobrze. Szkołę przetrwania miał taką, że teraz bez marudzenia powinien owocować jak wściekły. Jednak jeden pomidor to niewiele, jak na nasze potrzeby. Na szczęście pomocną dłoń podała mi lokalna pasjonatka przydomowej uprawy pomidorów, znana mi jedynie z Instagrama, od której dostałam skrzynkę pomidorowych sadzonek, gdy już ryczałam, że będę musiała jeść malinowe z targu. Za to właśnie lubię Instagram. Często poznaje się tam fajnych ludzi. Takie to czasy, że spędzamy całe godziny w necie tworząc w nim swoje historie i zawierając znajomości, które czasem zostają na kolejne lata.

W pomidorowym chruśniaku nie będzie moich stałych odmian, ale będą inne. I to jest super – w jednej chwili życie zmieniło mi ogródkowe plany, ale oprócz nauczki na przyszłość dostałam też coś dobrego – wiele odmian pomidorów, które będę miała okazję degustować i może powtórzyć w kolejnych latach.

pomidory
legenda 😉
pomidory czerwiec
pomidory z Instagrama już zaczynają tworzyć zawiązki

W tym roku zresztą, instagramerskie koneksje będą widoczne w moim ogródku na większą skalę, bo oprócz pomidorów będą też dynie, które przyjechały aż z Olsztyna w postaci nasionek, będą też ziółka i kwiaty i amerykańskie wynalazki.

Co słychać w ogrodzie poza tym, że mnie tam nie ma?

A w ogrodzie samozwańcze ogródki się porobiły. Tam gdzie nie było ludzkiej interwencji, szałwia muszkatołowa pozamiatała i urządziła sobie ekspansję, a z samosiejek będzie całkiem ładny kwiatowy wiejski ogródek w stylu old school vintage garden. Jakieś chabry, maciejka i tym podobne pachnidła. Pod czereśnią nawet orliki rosną. Na bogato 😉

szałwia
orliki
ogórecznik

W warzywnej części ogórecznik podjął decyzję o zajęciu części działki i niech mu będzie. Ładnie wygląda, a dlaczego warto mieć go w ogródku przeczytasz w tym wpisie: OGÓRECZNIK

oregano

Oregano żyje swoim życiem, tak samo jak inne zioła wieloletnie – estragon, tymianek i szałwia.

stara szklarnia

Frusci Frusci też żyje swoim życiem, ciągle na obchodzie terytorium, ciągle na tropie 😉

Czy oprócz ziółek w ogródku można już wytropić coś jadalnego?

Ależ oczywiście!

Pojawiły się już pierwsze truskawki i owoce jagody kamczackiej. Jemy botwinkę, sałatę, szczypior i rzodkiewkę. Czekamy na kalarepkę, fasolkę i ogórki.

truskawki
kolendra

Robię już pierwsze zapasy kolendry do zamrażalnika. Pachnie obłędnie. Na tą okazję (nie na kolendrę, tylko ogólnie na „sezon ziołowy”) zainwestowałam w końcu w porządny nóż. Tzw. nóż szefa. Ostry jak brzytwa, tnie ziółka jak masło. Do pracy z takim dużym nożem trzeba trochę podszkolić technikę i bardzo uważać na palce.

botwina
pierwsza botwinka w tym roku
buraczki młode
to co zostanie, jesienią wykopiemy i schowamy do piwnicy

A co słychać w starym domu? (poza tym że mnie tam nie ma)

Taras zarósł na bogato hiszpańskim bluszczem jak co roku. Postanowiłam wykorzystać go trochę do swoich celów i przekierować tak, żeby stworzył dyskretny parawan między nami a sąsiednią działką. Będzie więc pergola – drewniana, która da podporę dla bluszczu, jednocześnie tworząc tajne przejście. Właśnie jestem na etapie poszukiwań tej właściwej.

taras

#remont w starym domu

Sprawy idą powoooooli, ale najważniejsze że coś się dzieje. Jest dużo pomysłów, czasem tylko morale szwankuje, bo przecież tyle pracy przed nami i czy damy radę skończyć to co zaczęliśmy, a jeśli skończymy to czy wytrzymamy na wsi „na stałe”. Wszystko robimy sami, więc będzie się działo raczej w niezawrotnym tempie. Przez to że się dzieje, chwilowo nie możemy korzystać z części w-miarę-mieszkalnej, więc kibluję w mieście trzymając kciuki, żeby Bob szybko sufit zamontował, mrucząc pod nosem jak mantrę „Jeszcze pogoda przyjdzie piękna jak początek sierpnia”. Też trzymajcie kciuki za Boba, bo im wcześniej się uwinie, tym więcej czasu będziemy tam spędzać, co się równa z większą kontrolą nad ogrodem i większą liczbą postów na blogu. Mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła pokazać już „tymczasową kuchnię” skończoną.

remont
tymczasowa kuchnia
mlody las
młody las przydomowy

I na koniec creme de la creme – nasz młody las, wcale już nie taki mały. Najlepszą rzecz, którą mogliśmy zrobić w tym miejscu, było wsadzenie tych wszystkich drzew parę lat temu. Teraz już PACHNIE lasem a na drzewach osiedlają się ptaki, które słychać w domu. Czy to nie wspaniałe?