Lubelszczyzna – kraina mlekiem, miodem i ziemią płynąca

Jednym z plusów mieszkania na Lubelszczyźnie jest żyzna ziemia, przynajmniej u mnie. Podczas gdy północni pobratymcy walczą z pomidorami na piaszczystych wydmach, u mnie urośnie wszystko. Nawet habanero i melony. Ale to, że poszczęściło mi się i nie muszę specjalnie niczym zasilać swojego ogródka, nie oznacza, że mogę to całkowicie zaniedbać. Tym bardziej, że każdego roku podczas prac ogrodowych zbiera się mnóstwo roślinnych resztek, skoszonej trawy i innych odpadów ogrodniczych. Co z tym towarem zrobić? Najlepiej skompostować.

Po co to całe zamieszanie?

Bo kompost z resztek domowych i ogródkowych to wartościowy nawóz, a co najważniejsze – DARMOWY! Poza tym zmniejsza problem mnożenia się odpadów z gospodarstwa domowego. Pozyskany w ten sposób kompost można wykorzystać do użyźnienia ziemi w przydomowym ogródku, osiągając w ten sposób ładniejsze i większe plony.

Jaki kompostownik?

Jeśli masz deski do wykorzystania, zbij sobie (albo daj do ręki młotek komuś bardziej rozeznanego w temacie budowlanki) samodzielnie taką skrzynię. Z doświadczenia wiem, że jeśli nie masz pod ręką zestawu desek, które się nadadzą, przygotowanie takiego drewnianego kompostownika będzie po prostu kosztowne. Fajnie by było, żeby dechy były w dobrym stanie, żeby kompostownik nie okazał się jednosezonową imprezą, poza tym przydałoby się je zaimpregnować, by ochronić przed deszczem i śniegiem. Wszak w domu nie będziesz go trzymać. Poza tym „zbij skrzynię” to nie jest taka prosta sprawa – przydałoby się zamontować od góry otwieraną klapę, a jedną ścianę zrobić zdejmowaną, żeby gotowy kompost można było jakimś cudem wydobyć. Dlatego ja jestem za drugą opcją, może mniej efektowną, za to tańszą i prostszą w montażu. Mówię tu o kompostowniku z tworzywa sztucznego. Takim co to wszystko już ma – i klapę otwieraną i wysuwane okienka do wydłubywania przerobionego kompostu. Można też sporządzić na szybko tzw. pryzmę, jeśli nie mamy ani funduszy na gotowy kompostownik, ani materiału żeby wystrugać go z drewna. Nie polecam jednak na dłuższą metę takiego rozwiązania. To mało elegancki patent, taka parująca latem kopa rozmaitości w ogrodzie. Musisz mieć naprawdę parę ładnych hektarów żeby coś takiego zgrabnie ukryć ;). Jak to mawiają staropolscy górale: „Done that, been there, nie polecam…”

kompostownik w ogródku

W sklepach ogrodniczych i budowlanych jest spory wybór kompostowników od mniej do bardziej wypasionych. Ja postawiłam po prostu na cenę, wedle założenia, że to nie wystawa ogrodowej sztuki współczesnej, a rzecz która ma spełniać swoją funkcję i się nie rozwalić po kilku miesiącach. Tyle miałam wymagań przy wyborze swojego kompostownika. Jako, że nie zauważyłam drastycznych różnic w wykonaniu pomiędzy tymi z dolnej a trochę wyższej półki, wybrałam kompostownik… najtańszy po prostu.

 najlepsza miejscówka na kompostownik i co dalej z tym koksem?

  • Idealnie, żeby był łatwo dostępny, żeby nie trzeba było jechać do niego 5 kilometrów taczką przez tor przeszkód. Nie może tez być za blisko miejsca, w którym wypoczywacie, palicie grilla i wieszacie hamaki – pamiętaj, że podczas letnich upałów będzie uwalniał się z niego zapach, a woń kompostu jest być może lepsza niż „zapach napalmu o poranku”, ale nadal daleko jej do Diora.
  • Powierzchnia, na której ustawimy kompostownik powinna być równa, a kompostownik nie powinien stać w dołku ze względu na utrudniony przepływ powietrza.
  • Kompostownik powinien stać raczej w cieniu, poszukaj więc ustronnego miejsca pod drzewem lub krzakiem.
  • Na spód nasyp warstwę torfu, dopiero na to wrzucaj produkty do kompostowania.
  • Staraj się równoważyć składniki, żeby np. nie było tam trzech wiader skoszonej trawy, pięciu skorupek po jajkach i niczego więcej poza tym. Resztki z ogrodu i kuchni przesypuj ziemią i podlewaj, żeby kompostowa masa nie była za sucha.
  • Kompost gotowy do wykorzystania wygląda jak czarna ziemia i ma w miarę jednolitą strukturę bez fragmentów odpadków.

Co można kompostować a czego nie wrzucać do kompostownika?

Hiciory: skorupki jajek (duża zawartość wapnia), skórki z banana (duża zawartość potasu i fosforu), dżdżowniczki (dżdżownice kalifornijskie przyspieszą proces przerobu kompostu)

Dobre rzeczy: skoszona trawa, liście z drzew niezawierające dużej ilości garbników hamujących procesy gnilne (orzech włoski czy dąb mają dużo garbników, dlatego lepiej ich nie kompostować), odpadki kuchenne (obierki i resztki z owoców i warzyw, fusy z kawy i herbaty), popiół drzewny, papier

Złe rzeczy: kości, ryby, mięso, odchody zwierzęce, skórki z pomarańczy (ponoć za cholerę nie chcą się rozłożyć, a przynajmniej nie tak szybko jak np. jabłko)

Niewybaczalne rzeczy: leki, chemikalia, pomidory, które poległy w walce z zarazą ziemniaczaną oraz inne rośliny porażone chorobami.


 

  • Mam niewielką działkę ok. 1000 m2, której część zajmuje dom. Przerobiłam pryzmę i kompostownik z tworzywa sztucznego, ale dopiero kompostownik zbudowany z desek spełnił swoje zadanie, głównie ze względu na wielkość = 3 komory po 1m3. Wreszcie i skoszona trawa i jesienne liście się mieszczą, a co ważniejsze mogę przerzucać kompost między komorami.

    • 3 komory robi wrażenie 🙂 Tylko pozazdrościć!

  • podmiejski azyl

    Ja mam dwie komory po 1m3. W zeszłym roku miałam mały kompostowniczek i nawozu było mało. Mam nadzieję, że ten rok będzie obfitował w złoto ogrodników 😉

    • Fakt, materiału na kompost jest zawsze dużo, więc dwie komory będą „robić robotę” 😉