Moim najlepszym zakupem w ubiegłym roku, oprócz biletu na Black Sabbath, był moździerz.
Stał się niezbędnym narzędziem do produkcji własnych mieszanek przyprawowych, ucierania past i takiej na przykład harissy.

Harissa

Potrzebny będzie moździerz oraz:
ok. 10-15 suszonych papryczek chili (dwie garście)
1 łyżka ziaren kolendry
1 łyżka ziaren kuminu
5 ząbków czosnku
ok. 5-6 łyżek oliwy
szczypta soli
1. Rozkrój chili, wydłub część nasion (trochę zostaw), wyrzuć części niejadalne (ogonki). Wrzuć papryczki do miseczki, zalej ciepłą wodą i odstaw na pół godziny aż zmiękną (ten sam patent co z grzybami suszonymi).
2. Ziarna kolendry i kuminu wrzuć na rozgrzaną suchą patelnię i podgrzewaj, aż zobaczysz dym i poczujesz boski aromat. Następnie rozetrzyj je na pył w moździerzu, przesyp do miseczki i odstaw na bok.
3. Do moździerza wrzuć czosnek ze szczyptą soli i rozetrzyj go na miazgę. Odsącz z wody papryczki chili, pokrój drobno, dorzuć do czosnkowej pasty i rozetrzyj wszystko razem.
4. Dodaj przyprawy i ucieraj, dolewając po trochu oliwę aż uzyskasz w miarę jednolitą konsystencję.
5. Zawołaj asystenta, już może stanąć na zmywaku 😉

Do czego używać harissy? Można dodawać do zup, gulaszy lub stosować jako dodatek do kanapek. Ja lubię spożywać ją w takiej oto postaci: bułeczka+pasztet+majonez+harissa na wierzchu jako crême de la crême.

kanapka harissa

*Przechowywać w lodówce zalewając odrobiną oliwy.
*Uprażenie kolendry i kminu na patelni nadaje tym przyprawom charakterystycznego orzechowego aromatu, nie pomijajcie tej czynności!
*Uwaga na oczy i dłonie podczas krojenia chili!

Przepis zaadaptowałam z bardzo pożytecznej książki „Red hot – a cook’s encyclopedia of fire and spice”