Ostatnio bardzo popularne są wszelkiego rodzaju podsumowania i wyliczanki na zakończenie roku, więc i ja dziś takie obiecanki cacanki u siebie na blogu prezentuję. Miało być o tym, co było i co się wydarzyło w odchodzącym roku, ale nie lubię zbytnio rozkładać przeszłości na części pierwsze. Każdy wie jak było, a jak nie wie to niech sobie przewinie blogaska wstecz. Skupiłam się na tym, co chciałabym zmienić w przyszłym roku, więc jeśli macie aż tyle cierpliwości żeby te moje gorzkie żale przeczytać – zapraszam do lektury.

GORZKIE ŻALE, CZYLI PODSUMOWANIE UBIEGŁEGO ROKU POŁĄCZONE Z POSTANOWIENIAMI W FORMIE APELU DO WŁASNEJ OSOBY

Palenie rzuciłam, czasem nawet zdarza mi się robić pompki, brzuszki, wszystkie te podskoki, przysiady, skoki ze spadochronem i bez spadochronu, więc nie ma się do czego przyczepić jeśli chodzi o klasyki z listy przeciętnego człowieka „do zrobienia w nowym roku”. Jednak parę grzeszków się znajdzie. Miałam to zrobić w formie wypunktowanej, jaką widziałam na innych blogach: „10 rzeczy, które…”, ale nie znalazłam aż tylu podpunktów! Wynika z tego, że albo jestem bufonem i brak mi samokrytyki, albo że… to nie był wcale taki zły rok!

choinka

2017 W TRYBIE SLOW MOTION

  • Rób wszystko 3 RAZY WOLNIEJ, znajdź w sobie odrobinę flegmatyka – wymyśliłam pierwszy podpunkt, patrząc na świeżą ranę kłutą na dłoni, wyglądającą niczym rasowy stygmat. Najzwyczajniej w świecie nie trafiłam w bułeczkę, krojąc ją w powietrzu, w wyniku czego ostry nóż poszedł w środek dłoni zamiast w kanapkę. Nie pierwszy i nie ostatni raz najpierw coś zrobię, a potem pomyślę, chociaż patrząc wstecz na listę moich obrażeń, nie licząc zerwania więzadeł w kolanach i paru innych drobiazgów, to był całkiem udany rok…
  • Naucz się NIC NIE ROBIĆ – wbrew pozorom jest to bardzo trudna „czynność”. Osobiście nie wyobrażam sobie patrzenia w sufit bez powodu, zaraz miałabym wyrzuty sumienia. Słyszałam jednak, że taka umiejętność ponoć się bardzo przydaje w życiu. Niestety ja oraz wyciszenie nie chodzimy razem w parze za rączki. Nawet w lesie, zamiast zatopić się w ciszy i słuchać ćwierkających ptaszków, wyciągam aparat z plecaka… Usiąść na kanapie, przeczytać w końcu gazetę, którą kupiłam 2 tygodnie temu, wyłączyć komórkę (omg! jak to wyłączyć komórkę!?!) i wyluzować – taki jest plan. Proste? Nie dla wszystkich jak widać.

las

  • Zredukuj ilość uprawianych warzyw i kompulsywne kupowanie nasion. Nie musisz być samowystarczalnym prepersem. Pamiętaj, że ktoś będzie musiał później to wszystko podlewać. NA CHOLERĘ CI FENKUŁY??? W lecie jest marudzenie, że dynie się nie mieszczą na polu, a pomidory trzeba nosić skrzynkami i potem siedzieć w garach, bo przecież trzeba je przerobić, żeby się nie zmarnowało. Kup sobie keczup w sklepie!
  • NIE PLANUJ miliona rzeczy na kolejne dni, jeśli zrealizowanie tych planów jest możliwe tylko w przypadku wydłużenia czasu dobowego do 50-ciu godzin. Działaj racjonalnie, a nie z głową w chmurach i trzymaj się starej zasady: You can’t always get what you want (so get what you need).
  • MNIEJ KAWY. No tutaj to nie wiem jak poradzę sobie z tematem, bo jakoś herbata to jednak nie to. Nawet zielona, biała, czerwona czy fioletowa. Ten apel to raczej takie obiecanki cacanki, a kawa będzie dalej pita wiaderkami.
  • Mniej chaosu – z tego się składam w dużej mierze (reszta moich części składowych to zamyślenie, roztargnienie, choleryzm i trochę woda). Skoro więc już się do tego przyznałaś – spróbuj ten chaos trochę opanować i wprowadzić jakąś ORGANIZACJĘ W ŻYCIE. Jakąkolwiek! Nie musi być nic skomplikowanego, na początek po prostu zacznij wycierać kawę z podłogi, gdy ci się rozleje na trasie kuchnia – biurko. Nie rób też ważnych notatek na maleńkich karteluszkach, które potem musisz wygrzebywać ze śmietnika. Masz przecież taki piękny notes!
  • Nie przejmuj się całym światem. Nie musisz ogarniać wszystkich informacji i posiąść całej wiedzy wszechświata, tym bardziej nie próbuj jej zrozumieć! Więcej hamaka – MNIEJ TELEWIZJI, więcej książek – mniej Netflixa. Nie zbawisz świata zza szklanego okienka. Z dedykacją dla siebie i innych wariatów: I’d love to change the world i kilka innych relaksacyjnych utworów na zakończenie 2016 roku. Potrzebne będzie Spotify i 42 minuty na odsłuchanie playlisty z dziesięcioma kawałkami.

Do zobaczenia w przyszłym roku! Niech będzie WOLNIEJSZY niż poprzedni, czego sobie i Wam życzę. Stay tuned and slow motion!

Aneta

slow life