Musiałam odczekać aż wszystko pokryje śnieg. Jakoś tak nie miałam weny na podsumowania, gdy za oknem panowały klimaty bardziej jesienne niż zimowe. Kłóci mi się to z okołonoworocznym wyobrażeniem świata 😉 No ale już jest. Napadało go dużo, poczułam klimat, więc czas zabrać się za podsumowanie ubiegłego roku. Dziś będzie nie tylko o ogródkach…

zima 1

Nie lubię 2018-ego, dał mi nieźle w kość, 2018 był cholernie upierdliwym rokiem, takim o którym chce się szybko zapomnieć i przejść szybkim krokiem do następnego. No ale były też dobre momenty i było kilka fajnych rzeczy, które warto odnotować.

HITY MINIONEGO ROKU

1. Najlepszy zakup do domu

Na pytanie: Z jakiego zakupu w ubiegłym roku jesteś najbardziej zadowolona? pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy jest…. taboret – z Ikei 😀 Taki ze schodkiem.

stołek z Ikei

Po wieloletniej gimnastyce, balansowaniu na krawędzi oraz walce z samoprzewracającymi się taboretami i zerwanymi więzadłami zgodziłam się na bardziej praktyczny przedmiot do domowych wspinaczek. Służy mi do pracy (robienie zdjęć typu flat lay), do chwilowego odpoczynku (chyłkiem-boczkiem sobie na nim przycupnę z kubkiem kawy), do wspinania się na najwyższe półki po książkę, a Bobie służy za podpórkę. Gdy nadchodzi wieczór, przysuwam go do łóżka i mam całkiem praktyczny nocny stolik. Doprawdy nie wiem jak wcześniej mogłam bez niego żyć 😀
Nawet w tym momencie na nim siedzę.

2. Najlepszy nie-zakup (tzw. free shit)

Z niczego się tak dawno nie cieszyłam, z żadnego prezentu, z żadnego zakupu, jak z mojego nowego kalendarza. Nie, nie żadnego z bajerami, ani nawet modnego, tylko najzwyklejszej reklamówki firmowej, takiej co to wiecie, daje się w prezencie klientom i kontrahentom pod koniec roku. Bob kiedyś przyniósł z pracy i rzucił na stos papierzysk zalegających na moim biurku. Nie widziałam go przez dwa dni aż ujrzałam na dzień trzeci i się zachwyciłam. Nie wiem do końca jak wytłumaczyć ten mój zachwyt. Powiem tylko, że układ stron jest taki, jaki sama bym rozrysowała gdybym go projektowała. Mam tam wszystko co mi potrzebne. I papier taki delikatny, mięciutki…

kalendarz 2019

3. Najlepsza pora dnia

Odkryłam urok poranka. Takiego bladego świtu. Latem, które spędziłam na wsi, była to pora dnia najbardziej przeze mnie lubiana. Miałam wtedy „swój czas”, a dzięki wstawaniu o nieludzkich godzinach odkryłam magiczne mgły i rosy, ciszę poranka i zapachy inne niż za dnia.

czerwiec na wsi

Tak mi się spodobało, że zaczęłam chodzić w plener również po powrocie do miasta. Przeważnie o nieludzkich godzinach i przeważnie w weekendy. Poranny Lublin był spowity w listopadowej mgle, działa się tam jakaś magia. Czułam się niczym Will Smith w I am the Legend, puste miasto i ja. Czasem jakieś zombie wracające z imprezy 🙂 I tak przywłaszczyłam sobie miasto do samotnych spacerów. Wystarczyło wstać przed wszystkimi…

fotografia Aneta Blachani

4. Ulubiona książka w 2018

Będzie to o zgrozo, książka kucharska 🙂 ale to pierwsza książka o gotowaniu, którą jestem szczerze zachwycona od deski do deski.

Mało przeczytałam w tym roku. Bardzo mało, jak na mnie. Jak zwykle zrzucę winę na Bobę, zanim przejdę do samych książek. Było oczywiście kilka wartych odnotowania. Tak jak historia życia Grzegorza Ciechowskiego opisana przez Piotra Stelmacha w książce Lżejszy od fotografii albo Dom na Wyrębach, który czytałam z duszą na ramieniu kuląc się wieczorami pod kocem przy najmniejszym skrzypieniu podłogi podczas lata spędzonego w starym domu na wsi… pomimo że to lektura zupełnie nie w moim stylu. Może to ten stary dom? A może lokalny patriotyzm…

No ale do rzeczy. 2018 wygrywa u mnie Jamie Oliver z książką, którą Mikołaj przyniósł mi niespodziewanie: Jamie gotuje po włosku. Być może Mikołaj miał chęć zjeść porządną pizzę, być może myślał że będzie też szansa na domowe makarony… Nie wiem, nie oceniam. Faktem jest, że to najlepsza książka kucharska z jaką się spotkałam. Taka bez ą ę, dziwnych produktów nie do zdobycia czy czynności kuchennych nie do okiełznania. Prosto i na temat. Oczywiście tylko pod warunkiem, że lubisz kuchnię włoską 😉

Jamie gotuje po włosku opinie

5. Boba’s choice

Nie mogę pominąć w tej wyliczance Boby, albowiem po pierwsze jest mi ona nieodłącznym kompanem w codzienności i jej zdanie też pojawi się czasem na blogu, po drugie niewykluczone że „przeczytała” w tym roku więcej książek niż ja. Jeśli policzyć również te, które usiłowała zjeść.

Babo chce – Boba uwielbia tę książkę od pierwszego wejrzenia, a miała wtedy może ze 3 miesiące… Były znaczące pohukiwania i ten błysk w oku gdy wściekło żółta okładka pojawiała się w zasięgu wzroku. Myślisz że jej minęło? A gdzie tam. Jest jeszcze gorzej. Gdy książka już „przeczytana” jest płacz i histeria przy próbie jej schowania. Podobne uczucia żywi do dwóch pozostałych części Lalo gra na bębnie i Binta tańczy, choć już trochę mniej. Babo zawsze będzie tym najlepszym i koniec. Nie muszę chyba mówić, że Babo znamy na pamięć po 159 000 00 -ym czytaniu tej książki na głos. Czmychu myk. Tata dzik i mama dzik 😉

Babo chce opinie
Babo książka opinie

6. Ulubiony napój

We własnym domu to ja jestem barista…

Przeprosiłam się z kawą. I nawet dorosłam do kupienia sobie ekspresu. Kolbowego. Dla koneserów 😉 Na razie jestem na etapie poszukiwania metody uzyskania idealnego espresso. Póki co najlepszym rozwiązaniem jest poproszenie Boba o zrobienie kawy, bo on najwyraźniej już to odkrył.

espresso ekspres kolbowy

7. Ulubione jedzonko

Prosto i szybko – tak można podsumować moje gotowanie 2018. Ze wzgledu na czasochłonną Bobę nie mam już czasu stać za garami (choć bardzo lubię). Zdecydowany hicior roku to spaghetti cacio e pepe wg. przepisu Jamiego ze wspomnianej powyżej książki. Nie wierzyłam, że z pieprzu, sera i makaronu można takie cudo wyczarować. A jednak. Viva Italia!

8. Najlepszy antydepresant

Chciałbym kiedyś nauczyć się grać na bębnie – powiedział Bob jakieś sto lat temu. Uważaj na to co mówisz przy mnie na głos – chciałoby mu się odpowiedzieć. Traf chciał, że przypomniałam sobie o tych słowach w okresie przedświątecznym, gdy większość ludzi ma dylemat w stylu „co jej/jemu kupić pod choinkę”. Krótki research wystarczył, żeby rozróżnić bongosy, konga i darbuki od djembe, następnie przewertowałam internety aby zagłębić się w rozmiarówkę, ciesząc się że Bob nie ma łapska jak Pudzian, bo byłabym zbankrutowała…

djembe toca

Bob bardzo z prezentu się ucieszył, ale po pierwszym kontakcie z instrumentem pokochała go również Boba no i ja. Bobie kupię mały bębenek za jakiś rok, a ja będę dalej podkradać djembe od Boba, dla mnie to idealna forma relaksu. Poza tym czuję, że mam talent 😀

9. Oglądane/zapamiętane

Oglądania było w ubiegłym roku sporo. Obejrzałam cały Netflix i w międzyczasie HBO Go. Z filmów/seriali, które zapadły w pamieć, wymienię: Dark, którym rozpoczęliśmy rok, potem był serial o domach, a raczej oryginalnych projektach domów zapierających dech w piersiach – Najbardziej niezwykłe domy świata. W międzyczasie przewinął się Ozark, Ray Donovan i W Pułapce. Próbowaliśmy ten nowy polski serial 1983 ale nie daliśmy rady. Hiciorem jak dla mnie był Dom z Papieru.

Przy okazji polskich produkcji przejdę płynnie do Hbo, bo tutaj króluje Ślepnąc od świateł i zasłużenie, bo to naprawdę dobry serial. Z produkcji Hbo w pamięci mam jeszcze Vinyl i Handmaid’s Tale. A zaczęliśmy od Westworld. No i Gra o Tron przecież! Już mi się przypomniało po co mi było to całe Hbo 🙂 Po drodze przewinął się Castle Rock The Affair – czwarty sezon, którego nie ma jeszcze na Netflixie. Na liście mam nowego Detektywa, Tabu i Little Big Lies.

10. Hity ogródka 2018

Niewiele było nowości w ubiegłym roku. Gdybym miała wybrać swoje ulubione, to z ziół/roślin dekoracyjnych byłaby to Monarda , która pięknie mi się prezentowała w ogródku. Jeść nie jadłam, tylko ją głównie podziwiałam, ale ponoć jest to roślina jadalna, parzy się nawet z niej herbatę.

monarda

Natomiast z warzyw będą to pomidory koktajlowe Tumbling Tom za smak i uniwersalność. Nadają się i na taras i do ogródka.

najlepsze pomidory do ogródka

Oczywiście poza sprawami materialnymi pozostają jeszcze dobre chwile i wydarzenia do zapamiętania. Jakieś postanowienia noworoczne? Eeee… 2018-sty dał mi tak popalić, że jedyne postanowienia na kolejny to po prostu przeżyć. Z resztą sobie poradzę 😉

zima na wsi 2